Nareszcie zima!!! Śnieg aż się prosi, żeby coś z niego ulepić. Można pozwolić lądować białym gwiazdkom na języku, albo brodzić w kałużach, które z nich powstały :-)
Chociaż mróz szczypie, albo ciepło zmienia biały puch w szarą breję, ruszajcie na dwór!
Jeśli bałwan cię nie zachęcił, ja spróbuję.
Oto 4 powody, dla których warto wyjść z dzieckiem z domu zimą.
1. Zbliżenie rodziny i wzmocnienie poczucia własnej wartości dziecka
Ciągniesz opatulonego w koc malucha na sankach, łapiesz go, gdy zjeżdża z górki, rzucacie śnieżkami do celu, spacerujecie po lesie, jeździcie razem na nartach, zatrzymujecie się i podziwiacie widoki. Czasem zachwyci was zachód słońca, a innym razem na niebie pojawi się ogromna tęcza, jak ta poniżej, która towarzyszyła nam kiedyś na stoku.
Chcesz wychować samodzielnego, odpowiedzialnego, pewnego siebie i umiejącego planować człowieka. Wiesz, że codzienne obowiązki domowe są świetną pomocą w wykształceniu tych cech. Dzielisz zadania, robisz plany, ale...
Zamiast udanej współpracy i lśniącego domu, śmieci wysypują się z kosza, naczynia piętrzą się w zlewie, twoje upomnienia spotykają się z tym samym, przeciągłym "Zaaaaraz!", a niezmiernie zajęta latorośl ucieka do swoich bardzo ważnych spraw. Opadają ci ręce i bierzesz się do pracy, albo wściekasz się i grozisz karami.
Kiedy emocje mijają, siadasz na kanapie z kubkiem herbaty i zastanawiasz się gdzie tkwi błąd?
Jak sprawić, żeby współpraca kwitła bez krzyku lub zniechęcenia? Co zrobić, żeby dziecku chciało się chcieć, żeby uczestniczyło w życiu rodzinnym jako producent, a nie tylko konsument? Gdzie tkwi magiczny guzik, po którego naciśnięciu malec, a może już starszak poczuje się odpowiedzialny za wasz wspólny dom?
7 powodów, dla których warto wprowadzać dzieci w obowiązki domowe.
Chcesz, aby twoje dziecko było szczęśliwe i osiągnęło sukces.
Co robisz? Zapisujesz na angielski, zajęcia dodatkowe, pilnujesz odrabiania lekcji, zwalniasz z innych obowiązków, żeby miało czas na naukę i wypoczynek.
I... brniesz w ślepą uliczkę...
Bo czy wyedukowane dziecko, będzie szczęśliwym dorosłym, który osiąga sukcesy w życiu?
Oczywiście, że nie, jeśli poza intelektem nie zadbamy o inne ważne elementy - emocje, relacje z innymi itd. Sprawy przyziemne i codzienne, jak mycie łazienki, ścielenie łóżka czy gotowanie obiadu też są bardzo ważne. Ale jaki one mają związek ze szczęściem i sukcesem? Dziś spróbuję cię przekonać, że ogromny!
Dylemat, który nie mija wraz z upływem czasu. Zmieniają się tylko pomysły. Lalka Barbie czy Baby Born? Klocki Lego czy samochodzik? Łyżwy czy hulajnoga? Tablet czy ......? A może wystarczy książka, albo wspólne wyjście do kina na nowe Gwiezdne Wojny?
Ale czy nie będzie zbyt skromnie? Może jednak zaszaleć? Bo tyle wspaniałości na półkach, bo inne dzieci dostają więcej i naszemu będzie przykro, bo to takie miłe dawać radość innym, bo ja nie dostawałam, to on będzie miał lepiej...
Jak się odnaleźć w tym prezentowym chaosie i co dać dzieciom pod choinkę? Zanim się zdecydujesz odpowiedz na 3 pytania. Dzięki nim łatwiej Ci będzie dokonać dobrego wyboru.
Prosisz, narzekasz, złościsz się, krzyczysz. Chwytasz się różnych metod, a dziecko i tak nie słucha.
Czasem otwarcie Cię ignoruje, innym razem mówi "dobrze" albo "za chwilę", a potem dalej robi swoje.
Czy tak musi być? Co robić, żeby dziecko nas słuchało?
Dzwoni budzik. Już? Znów trzeba wstać, choć ciemno, a za oknem siąpi deszcz. Chcąc, nie chcąc, zwlekasz się z łóżka i zaczyna się poranna gonitwa, żeby zdążyć - do szkoły, przedszkola, pracy.
Po południu wyścig z czasem nie ustaje: odrabianie lekcji, rozwożenie na zajęcia dodatkowe, korepetycje. Przecież dzieci muszą się rozwijać. Nie mogą zostać w tyle, a świat pędzi, więc pędzisz i Ty.
Jedzenie w drodze, w samochodzie, w McDonaldzie lub na korytarzu. Po powrocie szybki prysznic i marsz do łóżka.
Chcesz się zatrzymać, ale kiedy? Może w weekend? Po zakupach, sprzątaniu, gotowaniu, nauce pływania...
Dopada Cię zmęczenie i frustracja. W pośpiechu krzyczysz na dziecko i marzysz o ciszy, spokoju, i o tym, żeby już nikt od Ciebie nic nie chciał.
A powolny spacer? Rozmowy z dziećmi "o życiu"? Nic nierobienie? Zastanowienie się, czy biegniesz w dobrym kierunku?
Co zrobić, aby wychować pewne siebie dziecko? Dziecko, które nie boi się wyzwań i pewnym krokiem idzie przez życie. Takie, które wykorzystuje swój potencjał i go rozwija, które stawia sobie cele i je osiąga. Nie boi się próbować i nie załamuje się przy pierwszym potknięciu?
"Mówiłem Ci, że nie wolno bić słabszych" mówi tata z dowcipu wyciągając synka z piaskownicy. Moc swoich słów podkreśla (przekreśla?) wymierzając klapsa. Absurdalność tej sytuacji jest oczywista. Dla coraz większej liczby rodziców negatywne skutki klapsów też są oczywiste. Na szczęście. Jednak samo odrzucenie fizycznej przemocy to nie wszystko. Trzeba poszukać alternatywnych metod.
Skoro nie siłą, to jak? Jak nauczyć dzieci, że nie wolno bić i gryźć? Jak nauczyć zachowań, które uważamy za pozytywne? Jak wpoić zasady? Jestem gorącą zwolenniczką rozmowy, uważnego kontaktu z dzieckiem, modelowania i naturalnych konsekwencji, ale dziś jeszcze nie o tym. Dziś o karach i nagrodach. Bo to one są powszechnie stosowaną metodą wychowawczą.
Jakie są skutki kar i nagród?
Przynoszą szybki efekt. Dzieci, aby uniknąć kary, albo zasłużyć na nagrodę, robią to, co chcemy, aby robiły, lub odwrotnie - nie robią tego, czego nie chcemy.
Nie musimy poświęcać wiele czasu na tłumaczenia, rozmowy, dochodzenie do wspólnych rozwiązań.
Czyli same plusy? Chyba jednak nie. Przyjrzymy się skutkom ubocznym.
Sklep spożywczy. Umęczona mama z kilkulatkiem. Dziecko wrzeszczy. Domaga się batona. Mama odmawia raz, drugi. Jej twarz czerwienieje coraz bardziej. W końcu wymierza klapsa. Dziecko milknie.
Sukces wychowawczy? Nauczyło się, że nie tędy droga? Że warto tłumaczyć o co nam chodzi, zamiast krzyczeć? Dowiedziało się, dlaczego nie dostało batona? Raczej nie.
Niestety prawie 70% Polaków wymienia klapsy, jako karę, którą stosują najczęściej*
Klapsy - dowód rodzicielskiej bezradności. Efekt gniewu, frustracji, nawyków, braku znajomości innych rozwiązań. Broń obosieczna. Niszczy relację. Zaufanie zamienia w strach. Ze strachu dziecko unika niewłaściwych zachowań, kiedy rodzic jest w pobliżu. Kiedy nie boi się kary, robi rzeczy zakazane, bo nie rozumie, dlaczego nie powinien, albo chce w końcu zrobić coś po swojemu. Kiedy jest już starsze, często "na złość rodzicom". Według badań dzieci, które postępują zgodnie z normami i zasadami moralnymi domu rodzinnego, to te, które miały dobry związek z rodzicami, a nie te, które zmuszono do właściwych zachowań strachem.
Przemoc pogarsza stan psychiczny dziecka i rodzica. Sprawia, że młody człowiek sam staje się bardziej agresywny, ma mniej wrażliwości, empatii. Skoro rodzic, który jest wzorem bije, to bicie jest normalne. Rozwiązywanie konfliktów siłą jest w porządku.
Dzieci często karane fizycznie doświadczają dużego napięcia i lęku, mają poczucie bezradności, częściej zapadają na depresję, trudniej im budować głębokie relacje interpersonalne, częściej mają tendencje samobójcze.
Klaps to nie drobiazg. To przemoc. Pierwszy potrafi być bodźcem do zmiany dla zagubionego rodzica, bywa też niestety początkiem serii. A czasem nawet pierwszym krokiem w przepaść. Nie pozwólmy na to w swoich rodzinach, ani w swoim otoczeniu. Szukajmy nowych rozwiązań, reagujmy, kiedy ktoś przy nas bije dziecko.
A na deser film z eksperymentu, który dotyczył przemocy wobec kobiet. Mimo, że temat nieco inny, pięknie pokazuje parę przyczyn, dla których warto zatrzymać się i poszukać innych metod niż klaps.
O nich następnym razem :-)
*badania Millward Brown SMG/KRC przeprowadzone na potrzeby kampanii Dzieciństwo bez przemocy Fundacji Dzieci Niczyje w 2008 roku. Szersze dane nt. konsekwencji kar np. w publikacji Fundacji Dzieci Niczyje "Kary fizyczne w wychowaniu dzieci".
7 nawyków towarzyszy mi od lat. Dzięki nim wiele dobrego się w moim życiu wydarzyło. Pierwsza książka na ten temat, "7 nawyków skutecznego działania" Stephena Covey'a, to baza dla kolejnych. Można ją wykorzystywać indywidulanie dla zwiększania swojej efektywności, satysfakcji, poprawy relacji i nie tylko. Czytaliśmy ją z mężem niedługo po ślubie - powoli, delektując się i wprowadzając w życie kolejne nawyki. Kiedy urodziło się nasze pierwsze dziecko wyszło polskie wydanie "7 nawyków szczęśliwej rodziny". Trafiło w odpowiedni czas i oczywiście prosto do naszego domu. Czytaliśmy po raz pierwszy i zastanawialiśmy się jakie dzieci chcemy wychować i jak ma wyglądać nasza rodzina. Teraz czytam z synem "7 nawyków skutecznego nastolatka", a z córką "6 najważniejszych decyzji, które kiedykolwiek podejmiesz" obie Sean'a Coveya (syna Stephena). Czytamy na zmianę, dyskutujemy. Jest ciekawie. Ale dziś nie o tym. O nastolatkach innym
"Czemu ja muszę bez przerwy wędrować, przecież tyle innych zajęć jest .." nucę piosenkę Włóczykija i kontynuuję "Chcę wolny być jak ptaki, wooooolny jak ptaki! Jest tak, jakby ktoś, wołał choć, choć, choć, budząc moją Włóczykija krew!"
Śpiewam, a potem wyruszamy całą rodziną do lasu za domem, albo dalej: nad Wisłę, nad Biebrzę, na Mazury, gdzie oczy poniosą. Tyle jeszcze dzikich miejsc w naszym kraju, że wciąż jest możliwość, żeby choć na chwilę wyjechać w przyrodę.
Wyobraź sobie, że twój mąż przyprowadza do domu piękną, młodą kobietę. Jest nią wyraźnie zachwycony. Wykrzykuje od drzwi w ekspresowym tempie:
"Zobacz kochanie, czyż nie jest śliczna?
Taka młoda i urocza!
Będzie teraz z nami mieszkać."
I dodaje przymilnie: "Bądź dla niej miła, proszę. Oddamy jej Twoje ubrania, które są już na Ciebie za małe. OK? W końcu należy od dzisiaj do rodziny."
Ja w takiej sytuacji, delikatnie mówiąc, nie byłabym zachwycona.
Podobnie może się czuć nasz ukochany jedynak, kiedy pojawia się w domu konkurent. Taka "nowa żona"zabiera uwagę, zabawki, miejsce w łóżku rodziców. Budzi mnóstwo emocji u starszaka. Nie tylko tych pozytywnych.
Skoro nie mamy zamiaru oddać malucha z powrotem do szpitala, ani pozbyć się go w żaden inny sposób, jak sugerują niektórzy strąceni z piedestału pierworodni, spróbujmy inaczej. Sposobów jest wiele, dziś polecam jeden z moich ulubionych - czytanie. Mamy kilka ulubionych książeczek na ten temat. Tym razem te, które jako pierwsze zagościły w naszym domu, kiedy pojawiło się drugie dziecko.
Książeczka "Wszystkich Was kocham najbardziej" Sama McBratney i Anity Jeram urzekła nas piękną formą. Rysunki Anity Jeram proste i urocze ilustrują historyjkę o rodzinie misiów, w której pewnego dnia jedno z dzieci zamyśla się głęboko... i ogarniają je wątpliwości.